czwartek, 7 lutego 2013

2. it tears me up.

Ferie się kończą, dzień staje się coraz dłuższy. Mam ochotę mieszkać w wielkim mieście na dziesiątym piętrze i obserwować cały dzień ten wielki ruch. Patrzeć jak wszyscy się gdzieś śpieszą, najprędzej by żyć. Biegną do pracy, wracają z niej, idą do domu, gotują lub jedzą obiad, spędzają czas z rodziną, lub samotnie.  Nic już mnie nie cieszy. Zaraz muszę wziąć ćwiczenia i zacząć je wypełniać. Marzę i wspominam jak byłam dzieckiem, wszystko było takie proste, oglądałam różne seriale, i żałuję że wtedy mówiłam że chcę być dorosła.

Patrzę w lusterko i zastanawiam się ile jeszcze mam schudnąć by jakkolwiek zacząć się sobie podobać. I mówię że chcę schudnąć, że jestem na diecie, ale przepraszam, przerwa w pisaniu, idę po ciasto. Chciałabym mieć wiele, być chuda, chcę wiele osiągnąć w życiu i wiem, że jeśli uprę się, osiągnę swój cel.

Nie cierpię tego uczucia, gdy siedzę z moją przyjaciółką i jej chłopakiem, rozmawiam z nimi i wyrażam swoje zdanie, a ci w tym czasie się całują. Przechodzę ulicą, idą te szczęśliwe pary, śmieją się i umawiają lub wspominają spotkania, rozmawiają o sprawach codziennych i niecodziennych. Ci ludzie, którzy ciągle coś wypatrują w swoim telefonie, sprawdzam mój i nic w nim nie widzę, w dodatku jest czarny, chodząca żałoba. O tak! wiem, kupie sobie wesołą naklejkę na cały telefon, ustawię znów świnkę na tapecie i może poprawi mi humor.

Nie wiem dlaczego, może dlatego że nie mam własnego pokoju, uwielbiam siedzieć w pokoju mojej przyjaciółki. Jej pokój jest obok centrum miasta, mimo to, jest umieszczony w spokojnej uliczce. robimy kawę, bierzemy ciastka, siadamy w pokoju, albo w kuchni i rozmawiamy o problemach albo wspominamy, serio powinnam kiedyś zacząć opisywać każde nasze słowo jakie powiemy i każdą sytuację. Kocham tą kobietę i uwielbiam spędzać z nią czas, bo wiem że mnie wspiera i wyraża własne zdanie w moich wyborach. Jej chłopak mówi że jesteśmy nawiedzone, ale notka o niej później.

Wchodzę do sklepu i znów kieruję się na dział z chipsami, wybieram orientalne, wchodzę na soki i soczki, biorę mały w kartoniku i kieruję się na dział ze słodyczami i biorę jakiś baton w promocji. Stojąc w kolejce przy kasie myślę czy powinnam to wgl kupić, w końcu jestem na diecie, ale nikt nie może zabronić mi chwili przyjemności.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz