czwartek, 21 marca 2013

9.I wonder if you understand me.


Agniesia prosiła mnie, abym napisała jakąś konkretniejszą notkę i dłuższą, tak więc o to mam wenę i piszę. Adaś mówił żebym zaczęła tekst jakiś, ale czy ja wiem czy nadaję się do 16to wersowca? Włączyłam Chylińską, winna.
''Nie jest źle, ja jestem winna, dobrze jest, zawsze będę winna.''
Nie wiem tak na prawdę o czym to będzie chyba coś o przyjaźni zacznę pieprzyć, już kiedyś ten temat przytaczałam, ale to tak w skrócie. A więc co to jest? Mnie się pytacie? Mnie? Ja wiem tyle co Wy, albo i mniej. Zawsze miałam z tym słowem problemy. Do początku czwartej klasy podstawówki nikt mnie nie lubił, serio ja to wiem, no nie oszukujmy się. Od tej czwartej klasy zaznałam przyjaźni, ale fałszywej, chamskiej, złośliwej, interesownej. '' Nie lubimy Cię, bo nam nie dałaś kawałek.'' To co najmniej przykre. Ale od zawsze musiałam dawać sobie radę sama, jak byłam mała nie lubiłam się z kimś bawić, siadałam z zabawkami sama i mnie nie było, potrafiłam się sobą zająć, choć cierpiałam na samotność i straty. Po podstawówce jakoś zeszło, w piątej klasie nie patrzyłam na nikogo i twierdzę że świetnie się uczyłam, zabrakło trzech ocen do paska. W tamtym czasie cholernie lubiłam historię i polski, a w sumie tak zostało i już wtedy przejawiałam miłość do książek. Mieszkałam u babci. Babulka zawsze powtarzała ''nie ufaj żadnej koleżance, w każdej sprawie, nawet jakbyś miała ją prosić o długopis''
 i babulka, jak zwykle ma rację. Tak w nawiasie wraca do miasta i już zapowiedziała że narobi pierogów ukochanej wnusi, jeszcze tylko czekać do połowy kwietnia. Bardzo za nią tęsknię, szczegółem za wiecznym, do wieczora siedzeniem w kuchni, przy babci kuchnia to serce domu, bo prawie cały dzień siedzi w kuchni. Dobra, bo zeszłam z tematu. Szósta klasa, trochę olałam naukę, ale to nie znaczy że poszło mi źle, dziwna jestem, bo są przedmioty które tak o, na trójkę nie starając się umiem, wystarczy słuchać na lekcji. Tak oto poszłam do gimnazjum, wtedy nie używało się zwrotu 'gimbus' który cholernie mnie denerwuje, bo jeszcze trzy miesiące by wyjść z tych murów. W pierwszej klasie rozstałam się z fałszywymi koleżankami, bo poszły do innej klasy i zaczęły żyć życiem klasy, tzn w części bo z jedną z nich strasznie się zżyłam, ale to do czasu. Na koniec roku poznałam chłopaka. Pierwszy prawdziwy chłopak, pełen przypał, kary, nie wychodzenie z domu, kombinowanie. Wstyd się przyznać ale to był mój drugi najdłuższy związek w życiu. Wtedy zżyłam się z Nią. [tak będę mówić, nie lubię zdradzać imion] Fałszywe koleżanki całkiem zostawiłam w niepamięć bo miałam kogoś lepszego. Chłopak mnie zostawił, dla teraźniejszej 'przyjaciółki', potem się o tym dowiedziałam, a ona pocieszała. Wyjechałam na wakacje, z dala od problemów, chodziłam samotnie po plaży, z pezetem nieważne i ryczałam patrząc na zakochane pary. Siedziałam na piasku z myślą ''Co jest, k***a, ja tu sama siedzę, a ktoś ma tyle szczęścia że znalazł druga połówkę na tą piękną chwile.'' Wakacje się skończyły, ona trwała ze mną. Zaczęły się wieczne akcje z chłopakami, nie chodzenie do szkoły, chodzenie na ''legalne'' wagary z nimi, do nich. Zawaliłam pierwszy semestr drugiej gimnazjum. Totalnie. Otrząsnęłam się w listopadzie, na śródsemestrze, gdy pan od wf powiedział ''Paulinka, wiesz że jesteś zagrożona z wf jedynką? W sumie nie tylko z wufeu.'' W tym momencie poczułam się jakby ktoś wylał na mnie kubeł, ba, kubik zimnej wody. Są osoby które mogą mi poświadczyć że od tamtego momentu skończyłam wychodzić na dwór, po części zamknęłam się w sobie i zaczęłam uczyć. Przeżyłam kolejny ból jeśli chodzi o chłopaka i straciłam wiarę. Przez miesiąc uczyłam się non stop, godzina 15, a ja byłam w piżamie, teraz jest to śmieszne, po prostu śmieszne. Ona dalej ze mną trwała, choć była zajęta pracowaniem na dobre oceny i trochę się oddalałyśmy od siebie, więc byłam teoretycznie sama.W marcu coś się przełamało, spotkałam A, po przejściach, powiedziałam jej jaki był mój związek z pewnym chłopakiem, i przepowiedziałam jej drugi związek z jego kolegą, z tego otoczenia. Z drugiej klasy wyszłam obronną ręką, zdarzały się związki, śmieszne, ale cóż. Zaczęły się wakacje i schody, z Nią się coraz mniej widziałam, mniej gadałam, widywałam się z dziewczynami, potem przyjechała A, i cały sierpień przemieszkałam, dosłownie u niej. Za co w sumie i szczerze jej dziękuję bo ona i Adaś trzymała mnie przy życiu.
Wystartowałam w trzeciej klasie dobrze, nawet bardzo wg mnie i tego się trzymałam. Z Nią pokłóciłam się, o faceta. Boże, jakie to płytkie, o faceta. Zaczęły się akcje z A, i poczułam prawdziwą przyjaźń, mimo wszystko, ''biedy'', szczęścia, smutku, żalu, złości, wojny i płaczu. Trochę się zmieniło. Tęsknię za tym co było, ona poznała jego, tak jest do dziś. Wcześniej było inaczej, bo ja byłam ważna, może teraz też jestem, ale wtedy czułam się ważna. Z czasem zaczęła się zlewka. Coraz większa. ''Nie, nie mogę, zaraz on przyjdzie.'' ''Nie nie mogę, bo czekam na niego od godziny, pewnie zaraz przyjdzie.'' Najbardziej chamsko chciało mi się śmiać jak przychodził po 4 godzinach a ona żałowała, bynajmniej tak to wyglądało że ze mną nie poszła. Dziś od dziewczyn w klasie usłyszałam '' Gdzie jest Twoja koleżanka?'' odpowiedziałam że jakoś zbytnio mnie to nie interesuje, bo nie zajmuję się kroniką czyjegoś życia, na co one się okropnie zdziwiły, ale przyznały, że same zauważyły że nie gadamy tak, jak kiedyś. Spotkałam się nawet ze zdaniem, że teraz nie, bo jest u jego siostry. Czekaj, czekaj, teraz nie bo zaskoczę do jego siostry. UUU, czekaj, nie, bo teraz wszyscy idziemy do niego. Stop. Ktoś mi powie że ona to czyta. Miłej lektury skarbie. Tu jest mój blog. Moje miejsce w internecie. Tu ja mówię co myślę.  Tu są moje małpy i mój cyrk. A więc wracając do tematu, gdzie ja się podziałam?! Okej, mówiłam. Jestem egoistką, której trzeba poświęcać dużo czasu. Strasznie szybko przywiązuję się do ludzi. Tak szczerze to jakoś nie chce mi się z nią gadać, przecież ona ma swój nowy, lepszy świat a ja jestem starym śmieciem w nim. Staję się samowystarczalna dla siebie, k***a, czemu nie mogłam wcześniej? Tak jak Agniesia, ludzie wiedzą o niej to, co ona chce, żeby wiedzieli. Dziś nawet A do mnie pisała, bo miałam opis ''słowo przyjaciel, nie istnieje''. Nie chciało mi się odpisywać i ze zmęczenia oraz prawdopodobnie tarczycy poszłam spać, gdy wstałam dzwoniła i pytała po co byłam po nią, tak cholernie słodkim głosem że aż wyczułam że sili się na bycie miłą. Potem zajęłam się sobą, zrobiłam kanapki gdzie w tym czasie dzwoniła dwa razy, usłyszałam wibracje, podbiegłam do telefonu, zobaczyłam napis i zdjęcie na wyświetlaczu i wygasiłam telefon i zaczęłam konsumowanie, chamsko nie. Powiedziałam, usuwam się jej z drogi, i nieźle mi to idzie. A ona ma jego, i świata poza sobą nie widzą. Lekcji nie widzi, mnie nie widzi. Nic. Obudzi się pewnie gdy będzie za późno....

'' umiesz liczyć? Licz na siebie, innych Twoje szczęście jebie.''

środa, 20 marca 2013

8. that dream I'm dreaming but there's a voice inside my head saying.

Jutro kalendarzowa wiosna. Wszyscy o niej trąbią. Moje szorty, cienkie rajstopy, trampki i płaszcze aż chcą uciekać mi z szafy, ale niee, ja dalej ginę w grubym swetrze. Ogółem tydzień choroby, a ja wyglądam komicznie. Mam siano na głowie, ogółem wyglądam okropnie, wreszcie spełnię swoje marzenie i wejdę do wanny, zalanej ciepłą wodą. Ale z twarzy okropnie wyglądam, muszę jutro użyć tony pudru, żeby wyjść. W dodatku łykam te wszystkie tabletki i syropki i pływam w dużym, ciepłym sweterku, z herbatą w ręce. 

A więc chodź tu do mnie, przynieś Naszą ulubioną herbatę, stań nad moim łóżkiem i się mną zaopiekuj. Tak, jakbym była małą dziewczynką. Tak, jakbym była Twym oczkiem w głowie. Tak, jakbym była najważniejszą kobietą w Twoim życiu. Tak, jakby zaraz miał się skończyć świat. Nie zatrzymuj się. Razem możemy zdziałać wiele. Razem, możemy tworzyć miłość, taką jak w filmie. Razem możemy żyć i być. Razem.

Zegar tyka, ja muszę się zacząć ostro uczyć do egzaminu, bardzo się go boję, ale na szczęście Paulinka nie wyrzuciła starych zeszytów i połowy ważnych książek z drugiej klasy. Nauka, nauka, nauka.

Czas mi ucieka przez palce, a ja tu stoję i zamartwiam się tą pustą samotnością, chyba czas sobie udowodnić że jestem samowystarczalna. Przecież, nikt nie powiedział że będziemy mieć kogoś od początku życia i nikt nie powiedział, że będzie łatwo.

Już wiem czym jest ten blog! tu tworzę mój własny, maleńki świat.

czwartek, 14 marca 2013

7. Only thing I lose.

Czuje się tak jakby ktoś próbował na wszelkie sposoby mnie zniszczyć. Zdrowie mnie niszczy. Psychika mnie niszczy. Smutek mnie niszczy. LUDZIE mnie niszczą. A zło się tym podnieca. Więc weź mnie, i pokochaj pierwszy i ostatni raz, jak tylko potrafisz najmocniej, weź mnie i szalej jakby jutro miało się skończyć. A więc weź mnie i opiekuj się tym co we mnie najlepsze. Bo teraz tego tak bardzo potrzebuję.

Bardzo się zdziwiłam, gdy zobaczyłam 4 z polskiego, oraz listę w bibliotece, pewnie niektórzy powiedzą że wiocha, ale ja twierdze ze fajnie jest być jedyną, najlepszą czytelniczką ze swojego rocznika. Niedługo jakieś konkursy z biblioteki, mrr, ja chce.

Zastygam. Jak figura z wosku, moje uczucia stają się coraz słabsze, oprócz ciągle towarzyszącego mi smutku. I bingo, tak jak pół roku temu sobie założyłam że będę mniej mówić o sobie, tak też jest. Cieszę się z tego. Sukcesem jest że niektórym ludziom usuwam się z drogi, a oni tego tak bardzo potrzebują. Błędnie udowadniam sobie, oszukując siebie że potrafię bez nich żyć. No, przyznaje, ja nie potrafię, ale oni świetnie dają radę. A tu pozwolę sobie zacytować opinię psychologiczną z sądu:


,, Paulina jest niepewna siebie, skłonna do przeżywania lęków i smutku." 

Jak ładnie o mnie piszą. :) Dobranoc. :*

poniedziałek, 11 marca 2013

6. I'm tired of feeling so numb.


A co mi tam, dostałam weny wczoraj, odblokowałam pisanie i myślenie. Agniesia mówi, że odblokowałam swój "umysł psychologa" ok, niech będzie. :) (w nawiasie mówiąc, nie polecam koturn 13 cm na lód!)
Patrzę sobie za okno, a tu znów śnieg, a niech to diabli biorą, ale pocieszam się kubkiem gorącej herbaty z cytryną i smaczną kolacyjką. Tak, zaczęłam dietę, wgl zdrowo się odżywiać. Odstawiłam zupki chińskie i te wszystkie błyskawiczne kubki, w kubku też mogę sobie zjeść zupę, którą ugotuje mama i dosypać domowych grzanek. Powoli odstawiam słodycze, nie jem jak kiedyś, ile chce i kiedy chce. No teraz ktoś sie przyczepi że jem 3bity, no co, jak nie zjem cukru to się źle czuje, ale do 3bita dorzucam owoc i kanapeczkę. :) I mój dietetyczny chlebek, którego jak Agata ugryzła kawałek myślałam że padnę ze śmiechu, tak się skrzywiła.


Dopadła mnie jakaś chandra, ale to chyba już dawno. Przyzwyczaiłam się do niej. Jest jak, taka cicha, wredna przyjaciółka która zabiera mi humor, a nawet czasem po części chęć do życia. Prawie nikt mnie nie zna od środka, to takie straszne. Przyjemniej mi jest te uczucia wylewać tu, niż każdemu z osobna tłumaczyć co we mnie siedzi. Wiem, że dopięłam swego i mówię mniej o sobie. Podobno, jestem typem gaduły, która nawija i nie może przestać. Kiedyś taka byłam, prawda. Teraz powolutku, zamykam się w sobie.


But, I do not wanna be afraid
I do not wanna die inside just to breathe in
I'm tired of feeling so numb.


Coraz częściej prześladuje mnie strach, smutek, żal, ból. Ból psychiczny. Serio zastanawiam się, choćbym nie chciała, co by było jakby przeczytały to osoby, których nie lubię, albo które uważają że jestem głupia, albo się wymądrzam. Coś jednak jest, że nie chcę żeby to widzieli. Poznaliby, prawdziwą mnie, tą co siedzi w środku, bo oni znają tylko opakowanie. Akurat mi sie trafiło, że opakowanie nie jest ładne, także.

***
Przyjaciele. Niby mówimy że są na zawsze. Ja sądzę że nie. Jedną prawdziwą przyjaciółkę straciłam, przez własną głupotę i chłopaka. Druga, też stoi na tej linii. Ale wiem że mamy przeciwne charaktery, tamta jest potulna, a ta diabeł, a diabeł nie opuszcza. Tak łatwo się nie podda. Ale ja nie chcę, choć, sama nie wiem czemu, nie chcę o Nas walczyć. Może i w tym też jest moja wina? Nie wiem, ale raczej tak. Czeka mnie rozmyślenie co z tym zrobić. Nie poradzę że jako urodzona egoistka, nie kryję tego że nie jestem, w końcu do 8go roku życia byłam jedynaczką, mam się dzielić. Czymkolwiek, kimkolwiek. Nie widzę tego dobrze. Zawsze gdy w jej związku było źle, spędzałyśmy tyle czasu razem, że tego nie da się opisać. Ten jest jakiś inny. Broń Boże, nie życzę jej źle, ale nie jestem przyzwyczajona, dostosowana do sytuacji. Okej, rozumiem, że ludzie którzy są ze sobą, chcą się widzieć często, ale dla mnie paradoksem jest widzenie się trzy razy dziennie i za przeproszeniem, pier******* wszystkim. (Zaraz niech ktoś stwierdzi że obgaduje, ale chwila, chwila to mój blog. A, ja piszę co myślę.) A co za tym się ciągnie? Uważam że jestem bliską osobą, więc ranienie bliskich. Bo skoro nie ma się czasu, to mniej się uwagi poświęca, jeśli poświęca się mniej uwagi i mniej się takie osoby widzą, luzują się między nimi więzi i ubywa spólnych tematów. Więc, jeśli tak się dzieje, pojawiają się nieporozumienia.
Trafiło się tak, że jestem osobą której trzeba poświęcać dużo uwagi, nie mylmy tego z centrum zainteresowania, bo nie lubię zbytnio przykuwać uwagi, choć to i tak czasem robię, swoją kontrowersyjną osobowością i stylem bycia. Niestety, tak jest skonstruowana moja psychika, że jeśli osoba spędza ze mną mniej czasu, bo go po prostu nie ma, bo jest wiecznie zajęta (okej, ja też, ale nie w takim stopniu) równa się dla mnie z tym, że jej przeszkadzam i powinnam się usunąć z drogi. Tak też robię. Coraz lepiej mi wychodzi.

I'm not stronger.

niedziela, 10 marca 2013

5. Before even "I love You" starts to sound like a lie.

Tęskniłam za tym blogiem, ale złapała mnie blokada i nie mogłam nic pisać, przez dokładny miesiąc i dwa dni.

Zima powoli ucieka. No, teraz na trochę zagościła, ale nie pobędzie długo. Już siedzę i myślę w co będę się ubierać, co muszę zrobić dokupić. Zastanawiam się nad zmianą koloru włosów, dobrze mi zrobi, ale to w przyszłym tygodniu, do tego będę zmuszona ściąć moje krótkie włosy, bo końcówki. :C Ale cóż, jak zmiany, to zmiany.
Zaczęłam się lepiej uczyć. Komunikuję że dobrze mi idzie, choć bywało lepiej, mam masę roboty. Właśnie obok mnie leży stos książek i mam około cztery godziny by zrobić lekcje, względem pisania i posprzątać. Myśli o sprzątaniu mam od dawna, zawsze chcę pomóc mamusi, ale to nie wychodzi ze mnie i zostaje w środku i lenistwo zwycięża, tak o to nic nie robię. Dziś obiecuje, obiecuje że posprzątam bo po prostu czuję taką wewnętrzną potrzebę, wiem że mama przyjdzie zmęczona a to co dzieje się wokół mnie i komputera jest porażką więc jako kandydatka na dobrą córkę chcę jej choć troszeczkę pomóc.

Nadchodzi wiosna, co rozpoczyna mój psychiczny koszmar. Okej, będzie ciepło, fajnie miło, wszystko cacy, będę wychodzić na dwór w szortach, pić zimne piwo wieczorami i cieszyć się życiem, szczególnie po testach.
Już sobie wyobrażam te pary, siedzące i miziające się na ławkach w parku, wielce szczęśliwe, gdy będę przechodzić ze słuchawkami na uszach i smutną muzą. Otoczką smutku wokół mnie.

Wczoraj zaczęłam rozmawiać z przecudowną dziewczyną, która jest cholernie uczuciowa. Czuje się jakbym rozmawiała z odpowiednikiem siebie. To takie miłe że nie jestem sama.

Czuję się s a m o t n a  już nawet nie względem poczucia bliskości od strony osoby z którą się jest. Bo takiej też nie mam. Tylko od przyjaciół. Mam poczucie że ich tracę. Staje między Nami ściana. Nie jest tak, jak kiedyś. A, cholernie bym chciała. Już nie rozmawiamy tak jak kiedyś, ja zamykam się w sobie, ona jest cały czas z nim, jego siostry mają wątpliwości do Niej że widzi się ze mną często. Ja już powoli usuwam się im z drogi. Widzimy się w szkole, czasem po, no i jak musimy się widzieć by razem zrobić zadanie domowe. Tęsknię. Cholernie. I jestem zazdrosna. Ale muszę im zniknąć z życia. Dość zła narobiłam.