niedziela, 21 lipca 2013
one day, one hour. one moment.
Jejku, jak mnie tu długo nie było. Ah, te moje podsumowania "znów się trochę zmieniło." Mówiłam, powtarzałam we wnętrzu duszy, jaką na wiosnę przejdę wewnętrzną traumę. Przeszłam. Ukochana osoba, tak bardzo bliska, nie mówiąc ze jestem święta zraniła mnie do żywego. Życie, zdarza się. Jesteśmy dorośli, poważni. Dbamy o siebie. Potrafimy walczyć. Dlatego zawalczyłam, zwyciężyłam. Ta adrenalina, rzucić wszystko na jedną kartę. Godzinę przed pociągiem, dowiedziałam się że jadę. Przyjechałam. Zbudowałam najmocniejszą więź chyba w całym moim dotychczasowym życiu. Poczułam się, jakbym ćpała. Padł mi telefon. Pierwsza myśl: on czeka, a ja nie mam jak zadzwonić, wyjdę i rzucę się na pobliską toaletę aby podłączyć się do ładowania. Mam ukochaną przyjaciółkę, która powiedziała w co jestem ubrana. Podbiegł. Paulina? -Daaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaawid! Przytuliłam. Pierwszy raz od dłuższego czasu poczułam się bezpiecznie. Przytulenie zostało odwzajemnione z wielką siłą. Cała troska o mnie i moją psychikę, wielkie poświęcenie z jego strony, za które dziękuję i dziękować będę. Uwielbiam gubić się z nim w mieście, kocham to gdy siedzimy w zatłoczonym tramwaju, siedzę mu na kolanach, szczerzę się jak głupia i dostaję buziaka w policzek, lubię jak na mnie patrzy, z bacznością obserwuje. To takie inne dla człowieka, a dla takich czynów, chce się żyć. Wszystkie powroty i pożegnania. Skarbie, niedługo widzimy się znów.
sobota, 20 kwietnia 2013
10. I am silent, as if someone was holding a cold knife in my throat.
Nie żyję. Moja dusza płacze. Wewnętrzna żałoba. Mam wrażenie że zaraz mogłabym pochować swoje wnętrze. Jestem pusta w środku. Pusta, względem duszy. Muszę się chronić przed samą sobą. Czuję, jakby ciało z duszą prowadziły osobne życie. Jestem bliska załamania. Tabletki przeciwbólowe nie pomagają. Słabe alkohole też nie.
Pamiętaj, że gdy będziesz spać, złe myśli będą Cię mocniej ściskać.
Nie kocham siebie. Nie kocham Ciebie. Nie kocham Was, Nas, Ich. Nie kocham. Bo oni, nie kochają mnie. To smutne. Czytasz wewnętrzną traumę szarej dziewczyny. Czułeś to? Wejdź w siebie. Pomyśl.
Lód w mojej krwi rani moje żyły i czuję chłód kolejnych dni, które pewnie jeszcze przeżyję.
Bo ja tak bardzo chcę się zakochać, obserwuje znajome pary i zazdroszczę im tych problemów, scen zazdrości, ja mogę taką co najwyżej zrobić pluszakowi. To dziwne uczucie. Niby nie kocham. Ale jest ktoś, za kim płaczę, tęsknię. Ta osoba codziennie sprawia że się uśmiecham. W jakiś sposób też go kocham. Potrzebuję dotyku, i tych innych, wszystkich romantycznych bzdet. Żałuję, chociaż nie wiem za kogo, ale żałuję że aż tak źle wyglądam. Mojej przyjaciółce wszystko tak łatwo przychodzi. Mimo że tak długo ma kogoś, chłopacy się kleją do niej. Zawsze będę w jej cieniu. Nie ukrywam że tego nie lubię. Ale też nie mam zamiaru nikogo udawać, by każdy zwracał na mnie uwagę. To takie przykre, gdy ktoś Ci opowiada z kim pisał, jak pisał i jak przechodzicie na mieście ludzie zwracają na tą osobę uwagę. Równie dobrze mogłabym założyć worek po ziemniakach na głowę i też nic. Czasem mam ochotę się ukryć. Największym schronieniem jest mój dom. Czuję się pewnie. Ale to nie to samo, ten ból, jak nie masz się do kogo przytulić. Zasypiasz. Znów myśl, że marzenie na czyimś ramieniu.
Chcę zniknąć w tłumie.
Milczę, jakby ktoś trzymał zimny nóż na moim gardle,
i choć chłód mnie przenika, to wszystko jest nieważne.
czwartek, 21 marca 2013
9.I wonder if you understand me.
Agniesia prosiła mnie, abym napisała jakąś konkretniejszą notkę i dłuższą, tak więc o to mam wenę i piszę. Adaś mówił żebym zaczęła tekst jakiś, ale czy ja wiem czy nadaję się do 16to wersowca? Włączyłam Chylińską, winna.
''Nie jest źle, ja jestem winna, dobrze jest, zawsze będę winna.''
Nie wiem tak na prawdę o czym to będzie chyba coś o przyjaźni zacznę pieprzyć, już kiedyś ten temat przytaczałam, ale to tak w skrócie. A więc co to jest? Mnie się pytacie? Mnie? Ja wiem tyle co Wy, albo i mniej. Zawsze miałam z tym słowem problemy. Do początku czwartej klasy podstawówki nikt mnie nie lubił, serio ja to wiem, no nie oszukujmy się. Od tej czwartej klasy zaznałam przyjaźni, ale fałszywej, chamskiej, złośliwej, interesownej. '' Nie lubimy Cię, bo nam nie dałaś kawałek.'' To co najmniej przykre. Ale od zawsze musiałam dawać sobie radę sama, jak byłam mała nie lubiłam się z kimś bawić, siadałam z zabawkami sama i mnie nie było, potrafiłam się sobą zająć, choć cierpiałam na samotność i straty. Po podstawówce jakoś zeszło, w piątej klasie nie patrzyłam na nikogo i twierdzę że świetnie się uczyłam, zabrakło trzech ocen do paska. W tamtym czasie cholernie lubiłam historię i polski, a w sumie tak zostało i już wtedy przejawiałam miłość do książek. Mieszkałam u babci. Babulka zawsze powtarzała ''nie ufaj żadnej koleżance, w każdej sprawie, nawet jakbyś miała ją prosić o długopis''i babulka, jak zwykle ma rację. Tak w nawiasie wraca do miasta i już zapowiedziała że narobi pierogów ukochanej wnusi, jeszcze tylko czekać do połowy kwietnia. Bardzo za nią tęsknię, szczegółem za wiecznym, do wieczora siedzeniem w kuchni, przy babci kuchnia to serce domu, bo prawie cały dzień siedzi w kuchni. Dobra, bo zeszłam z tematu. Szósta klasa, trochę olałam naukę, ale to nie znaczy że poszło mi źle, dziwna jestem, bo są przedmioty które tak o, na trójkę nie starając się umiem, wystarczy słuchać na lekcji. Tak oto poszłam do gimnazjum, wtedy nie używało się zwrotu 'gimbus' który cholernie mnie denerwuje, bo jeszcze trzy miesiące by wyjść z tych murów. W pierwszej klasie rozstałam się z fałszywymi koleżankami, bo poszły do innej klasy i zaczęły żyć życiem klasy, tzn w części bo z jedną z nich strasznie się zżyłam, ale to do czasu. Na koniec roku poznałam chłopaka. Pierwszy prawdziwy chłopak, pełen przypał, kary, nie wychodzenie z domu, kombinowanie. Wstyd się przyznać ale to był mój drugi najdłuższy związek w życiu. Wtedy zżyłam się z Nią. [tak będę mówić, nie lubię zdradzać imion] Fałszywe koleżanki całkiem zostawiłam w niepamięć bo miałam kogoś lepszego. Chłopak mnie zostawił, dla teraźniejszej 'przyjaciółki', potem się o tym dowiedziałam, a ona pocieszała. Wyjechałam na wakacje, z dala od problemów, chodziłam samotnie po plaży, z pezetem nieważne i ryczałam patrząc na zakochane pary. Siedziałam na piasku z myślą ''Co jest, k***a, ja tu sama siedzę, a ktoś ma tyle szczęścia że znalazł druga połówkę na tą piękną chwile.'' Wakacje się skończyły, ona trwała ze mną. Zaczęły się wieczne akcje z chłopakami, nie chodzenie do szkoły, chodzenie na ''legalne'' wagary z nimi, do nich. Zawaliłam pierwszy semestr drugiej gimnazjum. Totalnie. Otrząsnęłam się w listopadzie, na śródsemestrze, gdy pan od wf powiedział ''Paulinka, wiesz że jesteś zagrożona z wf jedynką? W sumie nie tylko z wufeu.'' W tym momencie poczułam się jakby ktoś wylał na mnie kubeł, ba, kubik zimnej wody. Są osoby które mogą mi poświadczyć że od tamtego momentu skończyłam wychodzić na dwór, po części zamknęłam się w sobie i zaczęłam uczyć. Przeżyłam kolejny ból jeśli chodzi o chłopaka i straciłam wiarę. Przez miesiąc uczyłam się non stop, godzina 15, a ja byłam w piżamie, teraz jest to śmieszne, po prostu śmieszne. Ona dalej ze mną trwała, choć była zajęta pracowaniem na dobre oceny i trochę się oddalałyśmy od siebie, więc byłam teoretycznie sama.W marcu coś się przełamało, spotkałam A, po przejściach, powiedziałam jej jaki był mój związek z pewnym chłopakiem, i przepowiedziałam jej drugi związek z jego kolegą, z tego otoczenia. Z drugiej klasy wyszłam obronną ręką, zdarzały się związki, śmieszne, ale cóż. Zaczęły się wakacje i schody, z Nią się coraz mniej widziałam, mniej gadałam, widywałam się z dziewczynami, potem przyjechała A, i cały sierpień przemieszkałam, dosłownie u niej. Za co w sumie i szczerze jej dziękuję bo ona i Adaś trzymała mnie przy życiu.
Wystartowałam w trzeciej klasie dobrze, nawet bardzo wg mnie i tego się trzymałam. Z Nią pokłóciłam się, o faceta. Boże, jakie to płytkie, o faceta. Zaczęły się akcje z A, i poczułam prawdziwą przyjaźń, mimo wszystko, ''biedy'', szczęścia, smutku, żalu, złości, wojny i płaczu. Trochę się zmieniło. Tęsknię za tym co było, ona poznała jego, tak jest do dziś. Wcześniej było inaczej, bo ja byłam ważna, może teraz też jestem, ale wtedy czułam się ważna. Z czasem zaczęła się zlewka. Coraz większa. ''Nie, nie mogę, zaraz on przyjdzie.'' ''Nie nie mogę, bo czekam na niego od godziny, pewnie zaraz przyjdzie.'' Najbardziej chamsko chciało mi się śmiać jak przychodził po 4 godzinach a ona żałowała, bynajmniej tak to wyglądało że ze mną nie poszła. Dziś od dziewczyn w klasie usłyszałam '' Gdzie jest Twoja koleżanka?'' odpowiedziałam że jakoś zbytnio mnie to nie interesuje, bo nie zajmuję się kroniką czyjegoś życia, na co one się okropnie zdziwiły, ale przyznały, że same zauważyły że nie gadamy tak, jak kiedyś. Spotkałam się nawet ze zdaniem, że teraz nie, bo jest u jego siostry. Czekaj, czekaj, teraz nie bo zaskoczę do jego siostry. UUU, czekaj, nie, bo teraz wszyscy idziemy do niego. Stop. Ktoś mi powie że ona to czyta. Miłej lektury skarbie. Tu jest mój blog. Moje miejsce w internecie. Tu ja mówię co myślę. Tu są moje małpy i mój cyrk. A więc wracając do tematu, gdzie ja się podziałam?! Okej, mówiłam. Jestem egoistką, której trzeba poświęcać dużo czasu. Strasznie szybko przywiązuję się do ludzi. Tak szczerze to jakoś nie chce mi się z nią gadać, przecież ona ma swój nowy, lepszy świat a ja jestem starym śmieciem w nim. Staję się samowystarczalna dla siebie, k***a, czemu nie mogłam wcześniej? Tak jak Agniesia, ludzie wiedzą o niej to, co ona chce, żeby wiedzieli. Dziś nawet A do mnie pisała, bo miałam opis ''słowo przyjaciel, nie istnieje''. Nie chciało mi się odpisywać i ze zmęczenia oraz prawdopodobnie tarczycy poszłam spać, gdy wstałam dzwoniła i pytała po co byłam po nią, tak cholernie słodkim głosem że aż wyczułam że sili się na bycie miłą. Potem zajęłam się sobą, zrobiłam kanapki gdzie w tym czasie dzwoniła dwa razy, usłyszałam wibracje, podbiegłam do telefonu, zobaczyłam napis i zdjęcie na wyświetlaczu i wygasiłam telefon i zaczęłam konsumowanie, chamsko nie. Powiedziałam, usuwam się jej z drogi, i nieźle mi to idzie. A ona ma jego, i świata poza sobą nie widzą. Lekcji nie widzi, mnie nie widzi. Nic. Obudzi się pewnie gdy będzie za późno....
'' umiesz liczyć? Licz na siebie, innych Twoje szczęście jebie.''
środa, 20 marca 2013
8. that dream I'm dreaming but there's a voice inside my head saying.
Jutro kalendarzowa wiosna. Wszyscy o niej trąbią. Moje szorty, cienkie rajstopy, trampki i płaszcze aż chcą uciekać mi z szafy, ale niee, ja dalej ginę w grubym swetrze. Ogółem tydzień choroby, a ja wyglądam komicznie. Mam siano na głowie, ogółem wyglądam okropnie, wreszcie spełnię swoje marzenie i wejdę do wanny, zalanej ciepłą wodą. Ale z twarzy okropnie wyglądam, muszę jutro użyć tony pudru, żeby wyjść. W dodatku łykam te wszystkie tabletki i syropki i pływam w dużym, ciepłym sweterku, z herbatą w ręce.
A więc chodź tu do mnie, przynieś Naszą ulubioną herbatę, stań nad moim łóżkiem i się mną zaopiekuj. Tak, jakbym była małą dziewczynką. Tak, jakbym była Twym oczkiem w głowie. Tak, jakbym była najważniejszą kobietą w Twoim życiu. Tak, jakby zaraz miał się skończyć świat. Nie zatrzymuj się. Razem możemy zdziałać wiele. Razem, możemy tworzyć miłość, taką jak w filmie. Razem możemy żyć i być. Razem.
Zegar tyka, ja muszę się zacząć ostro uczyć do egzaminu, bardzo się go boję, ale na szczęście Paulinka nie wyrzuciła starych zeszytów i połowy ważnych książek z drugiej klasy. Nauka, nauka, nauka.
Czas mi ucieka przez palce, a ja tu stoję i zamartwiam się tą pustą samotnością, chyba czas sobie udowodnić że jestem samowystarczalna. Przecież, nikt nie powiedział że będziemy mieć kogoś od początku życia i nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
Już wiem czym jest ten blog! tu tworzę mój własny, maleńki świat.
czwartek, 14 marca 2013
7. Only thing I lose.
Czuje się tak jakby ktoś próbował na wszelkie sposoby mnie zniszczyć. Zdrowie mnie niszczy. Psychika mnie niszczy. Smutek mnie niszczy. LUDZIE mnie niszczą. A zło się tym podnieca. Więc weź mnie, i pokochaj pierwszy i ostatni raz, jak tylko potrafisz najmocniej, weź mnie i szalej jakby jutro miało się skończyć. A więc weź mnie i opiekuj się tym co we mnie najlepsze. Bo teraz tego tak bardzo potrzebuję.
Bardzo się zdziwiłam, gdy zobaczyłam 4 z polskiego, oraz listę w bibliotece, pewnie niektórzy powiedzą że wiocha, ale ja twierdze ze fajnie jest być jedyną, najlepszą czytelniczką ze swojego rocznika. Niedługo jakieś konkursy z biblioteki, mrr, ja chce.
Zastygam. Jak figura z wosku, moje uczucia stają się coraz słabsze, oprócz ciągle towarzyszącego mi smutku. I bingo, tak jak pół roku temu sobie założyłam że będę mniej mówić o sobie, tak też jest. Cieszę się z tego. Sukcesem jest że niektórym ludziom usuwam się z drogi, a oni tego tak bardzo potrzebują. Błędnie udowadniam sobie, oszukując siebie że potrafię bez nich żyć. No, przyznaje, ja nie potrafię, ale oni świetnie dają radę. A tu pozwolę sobie zacytować opinię psychologiczną z sądu:
,, Paulina jest niepewna siebie, skłonna do przeżywania lęków i smutku."
Jak ładnie o mnie piszą. :) Dobranoc. :*
poniedziałek, 11 marca 2013
6. I'm tired of feeling so numb.
A co mi tam, dostałam weny wczoraj, odblokowałam pisanie i myślenie. Agniesia mówi, że odblokowałam swój "umysł psychologa" ok, niech będzie. :) (w nawiasie mówiąc, nie polecam koturn 13 cm na lód!)
Patrzę sobie za okno, a tu znów śnieg, a niech to diabli biorą, ale pocieszam się kubkiem gorącej herbaty z cytryną i smaczną kolacyjką. Tak, zaczęłam dietę, wgl zdrowo się odżywiać. Odstawiłam zupki chińskie i te wszystkie błyskawiczne kubki, w kubku też mogę sobie zjeść zupę, którą ugotuje mama i dosypać domowych grzanek. Powoli odstawiam słodycze, nie jem jak kiedyś, ile chce i kiedy chce. No teraz ktoś sie przyczepi że jem 3bity, no co, jak nie zjem cukru to się źle czuje, ale do 3bita dorzucam owoc i kanapeczkę. :) I mój dietetyczny chlebek, którego jak Agata ugryzła kawałek myślałam że padnę ze śmiechu, tak się skrzywiła.
Dopadła mnie jakaś chandra, ale to chyba już dawno. Przyzwyczaiłam się do niej. Jest jak, taka cicha, wredna przyjaciółka która zabiera mi humor, a nawet czasem po części chęć do życia. Prawie nikt mnie nie zna od środka, to takie straszne. Przyjemniej mi jest te uczucia wylewać tu, niż każdemu z osobna tłumaczyć co we mnie siedzi. Wiem, że dopięłam swego i mówię mniej o sobie. Podobno, jestem typem gaduły, która nawija i nie może przestać. Kiedyś taka byłam, prawda. Teraz powolutku, zamykam się w sobie.
But, I do not wanna be afraid
I do not wanna die inside just to breathe in
I'm tired of feeling so numb.
Coraz częściej prześladuje mnie strach, smutek, żal, ból. Ból psychiczny. Serio zastanawiam się, choćbym nie chciała, co by było jakby przeczytały to osoby, których nie lubię, albo które uważają że jestem głupia, albo się wymądrzam. Coś jednak jest, że nie chcę żeby to widzieli. Poznaliby, prawdziwą mnie, tą co siedzi w środku, bo oni znają tylko opakowanie. Akurat mi sie trafiło, że opakowanie nie jest ładne, także.
***
Przyjaciele. Niby mówimy że są na zawsze. Ja sądzę że nie. Jedną prawdziwą przyjaciółkę straciłam, przez własną głupotę i chłopaka. Druga, też stoi na tej linii. Ale wiem że mamy przeciwne charaktery, tamta jest potulna, a ta diabeł, a diabeł nie opuszcza. Tak łatwo się nie podda. Ale ja nie chcę, choć, sama nie wiem czemu, nie chcę o Nas walczyć. Może i w tym też jest moja wina? Nie wiem, ale raczej tak. Czeka mnie rozmyślenie co z tym zrobić. Nie poradzę że jako urodzona egoistka, nie kryję tego że nie jestem, w końcu do 8go roku życia byłam jedynaczką, mam się dzielić. Czymkolwiek, kimkolwiek. Nie widzę tego dobrze. Zawsze gdy w jej związku było źle, spędzałyśmy tyle czasu razem, że tego nie da się opisać. Ten jest jakiś inny. Broń Boże, nie życzę jej źle, ale nie jestem przyzwyczajona, dostosowana do sytuacji. Okej, rozumiem, że ludzie którzy są ze sobą, chcą się widzieć często, ale dla mnie paradoksem jest widzenie się trzy razy dziennie i za przeproszeniem, pier******* wszystkim. (Zaraz niech ktoś stwierdzi że obgaduje, ale chwila, chwila to mój blog. A, ja piszę co myślę.) A co za tym się ciągnie? Uważam że jestem bliską osobą, więc ranienie bliskich. Bo skoro nie ma się czasu, to mniej się uwagi poświęca, jeśli poświęca się mniej uwagi i mniej się takie osoby widzą, luzują się między nimi więzi i ubywa spólnych tematów. Więc, jeśli tak się dzieje, pojawiają się nieporozumienia.
Trafiło się tak, że jestem osobą której trzeba poświęcać dużo uwagi, nie mylmy tego z centrum zainteresowania, bo nie lubię zbytnio przykuwać uwagi, choć to i tak czasem robię, swoją kontrowersyjną osobowością i stylem bycia. Niestety, tak jest skonstruowana moja psychika, że jeśli osoba spędza ze mną mniej czasu, bo go po prostu nie ma, bo jest wiecznie zajęta (okej, ja też, ale nie w takim stopniu) równa się dla mnie z tym, że jej przeszkadzam i powinnam się usunąć z drogi. Tak też robię. Coraz lepiej mi wychodzi.
I'm not stronger.
niedziela, 10 marca 2013
5. Before even "I love You" starts to sound like a lie.
Tęskniłam za tym blogiem, ale złapała mnie blokada i nie mogłam nic pisać, przez dokładny miesiąc i dwa dni.
Zima powoli ucieka. No, teraz na trochę zagościła, ale nie pobędzie długo. Już siedzę i myślę w co będę się ubierać, co muszę zrobić dokupić. Zastanawiam się nad zmianą koloru włosów, dobrze mi zrobi, ale to w przyszłym tygodniu, do tego będę zmuszona ściąć moje krótkie włosy, bo końcówki. :C Ale cóż, jak zmiany, to zmiany.
Zaczęłam się lepiej uczyć. Komunikuję że dobrze mi idzie, choć bywało lepiej, mam masę roboty. Właśnie obok mnie leży stos książek i mam około cztery godziny by zrobić lekcje, względem pisania i posprzątać. Myśli o sprzątaniu mam od dawna, zawsze chcę pomóc mamusi, ale to nie wychodzi ze mnie i zostaje w środku i lenistwo zwycięża, tak o to nic nie robię. Dziś obiecuje, obiecuje że posprzątam bo po prostu czuję taką wewnętrzną potrzebę, wiem że mama przyjdzie zmęczona a to co dzieje się wokół mnie i komputera jest porażką więc jako kandydatka na dobrą córkę chcę jej choć troszeczkę pomóc.
Nadchodzi wiosna, co rozpoczyna mój psychiczny koszmar. Okej, będzie ciepło, fajnie miło, wszystko cacy, będę wychodzić na dwór w szortach, pić zimne piwo wieczorami i cieszyć się życiem, szczególnie po testach.
Już sobie wyobrażam te pary, siedzące i miziające się na ławkach w parku, wielce szczęśliwe, gdy będę przechodzić ze słuchawkami na uszach i smutną muzą. Otoczką smutku wokół mnie.
Wczoraj zaczęłam rozmawiać z przecudowną dziewczyną, która jest cholernie uczuciowa. Czuje się jakbym rozmawiała z odpowiednikiem siebie. To takie miłe że nie jestem sama.
Czuję się s a m o t n a już nawet nie względem poczucia bliskości od strony osoby z którą się jest. Bo takiej też nie mam. Tylko od przyjaciół. Mam poczucie że ich tracę. Staje między Nami ściana. Nie jest tak, jak kiedyś. A, cholernie bym chciała. Już nie rozmawiamy tak jak kiedyś, ja zamykam się w sobie, ona jest cały czas z nim, jego siostry mają wątpliwości do Niej że widzi się ze mną często. Ja już powoli usuwam się im z drogi. Widzimy się w szkole, czasem po, no i jak musimy się widzieć by razem zrobić zadanie domowe. Tęsknię. Cholernie. I jestem zazdrosna. Ale muszę im zniknąć z życia. Dość zła narobiłam.
Zima powoli ucieka. No, teraz na trochę zagościła, ale nie pobędzie długo. Już siedzę i myślę w co będę się ubierać, co muszę zrobić dokupić. Zastanawiam się nad zmianą koloru włosów, dobrze mi zrobi, ale to w przyszłym tygodniu, do tego będę zmuszona ściąć moje krótkie włosy, bo końcówki. :C Ale cóż, jak zmiany, to zmiany.
Zaczęłam się lepiej uczyć. Komunikuję że dobrze mi idzie, choć bywało lepiej, mam masę roboty. Właśnie obok mnie leży stos książek i mam około cztery godziny by zrobić lekcje, względem pisania i posprzątać. Myśli o sprzątaniu mam od dawna, zawsze chcę pomóc mamusi, ale to nie wychodzi ze mnie i zostaje w środku i lenistwo zwycięża, tak o to nic nie robię. Dziś obiecuje, obiecuje że posprzątam bo po prostu czuję taką wewnętrzną potrzebę, wiem że mama przyjdzie zmęczona a to co dzieje się wokół mnie i komputera jest porażką więc jako kandydatka na dobrą córkę chcę jej choć troszeczkę pomóc.
Nadchodzi wiosna, co rozpoczyna mój psychiczny koszmar. Okej, będzie ciepło, fajnie miło, wszystko cacy, będę wychodzić na dwór w szortach, pić zimne piwo wieczorami i cieszyć się życiem, szczególnie po testach.
Już sobie wyobrażam te pary, siedzące i miziające się na ławkach w parku, wielce szczęśliwe, gdy będę przechodzić ze słuchawkami na uszach i smutną muzą. Otoczką smutku wokół mnie.
Wczoraj zaczęłam rozmawiać z przecudowną dziewczyną, która jest cholernie uczuciowa. Czuje się jakbym rozmawiała z odpowiednikiem siebie. To takie miłe że nie jestem sama.
Czuję się s a m o t n a już nawet nie względem poczucia bliskości od strony osoby z którą się jest. Bo takiej też nie mam. Tylko od przyjaciół. Mam poczucie że ich tracę. Staje między Nami ściana. Nie jest tak, jak kiedyś. A, cholernie bym chciała. Już nie rozmawiamy tak jak kiedyś, ja zamykam się w sobie, ona jest cały czas z nim, jego siostry mają wątpliwości do Niej że widzi się ze mną często. Ja już powoli usuwam się im z drogi. Widzimy się w szkole, czasem po, no i jak musimy się widzieć by razem zrobić zadanie domowe. Tęsknię. Cholernie. I jestem zazdrosna. Ale muszę im zniknąć z życia. Dość zła narobiłam.
piątek, 8 lutego 2013
4. Maybe you cannot fall asleep too, smile, please.
Znów pusty poranek, znów wstaje i nie ogarniam niczego.
Powoli zaczynam myśleć nad ideologią świata, dlaczego tak jest...
,, Niech nie gasną latarnie, lubię gdy miasto nie może zasnąć, noc jest dla mnie." <3Podobno jestem uzależniona od telefonu i komputera. Ja uważam że to popularna "choroba" wśród nastolatków, ba! I nie tylko. Ludzie siedzą, cieszą się ze słodkich sms jakie dostaną od ukochanej osoby, a ja patrzę na mojego samsunga, wyglądającego jakby wystroił się na elegancki pogrzeb, i nic w nim nie ma, ani nie odebranego połączenia, ani wiadomości. Głupia emotka, która tak cieszy, dwa znaki jako treść sms, czyli ":*" już cieszy, strasznie cieszy. Z drugiej strony wspomina mi się Bonson:
,, Więc nie pisz i nie dzwoń, już nie rośnie tętno i wszystko mi jedno, dziś, to tylko przeszłość."Nie mam do kogo kierować tych słów. Ani tych złych, o złej miłości, by odszedł i zostawił mnie w spokoju, ani tych dobrych, by był zawsze. Czuję się jak jakiś pojemnik. (Tak, moje porównania są strasznie komiczne. :D) Pusta w środku, zero wypełnienia. Tak, mam swój cel, najpierw książki, potem miłość. Ale jak każdy człowiek, w każdym wieku, potrzebuję trochę zainteresowania i czułości, nie mówię tu o rodzinie, bo to mam, ale o osobie, która może być dla mnie wsparciem. Może i tęsknie za tym, ale to też mnie w jakiś sposób "hartuje". Wypłukuję się z uczuć, staję się zimna, a taki jest i był mój cel. Wiele razy zostałam zraniona i zaczęłam zadawać sobie pytanie dlaczego to mężczyzna ma mnie ranić? Ja też jestem na tyle silna, albo i nawet silniejsza od niego i też mogę go zranić. Wejść mu na ambicje i po kawałeczku burzyć jego psychikę. Jestem naiwna i strasznie łatwo można zyskać u mnie zaufanie, ale i łatwo je stracić.
Powoli zaczynam myśleć nad ideologią świata, dlaczego tak jest...
czwartek, 7 lutego 2013
3. If I let you in You'll just want out.
Notke dodaje z fona, wiec przepraszam za brak znakow i literowki, albo brak litery 'c'. :) Tak, byalm u mojej przyjaciolki, wypilysmy kawe i pogadalysmy o problemach, kolejny raz uslyszalam ze jestem fajterem oraz ze duzo przeklinam. No i co z tego ze duzo przeklinam, nie rozumiem. Rozmawialam o tym z 'mlotkiem', i stwierdzil ze osoba, ktora nie akceptuje Cie w pelni nie jest warta Twojej uwagi. Przechodzilam dzis ulica i znow to puste uczucie ze nie mam sie do kogo przytulic, w walentynki przezyje dramat. Nienawidze walentynek. A teraz troche o drugiej po mojej mamie, najcudowniejszej kobiecie pod sloncem. :* Moja przyjaciolka jest jak z tych opowiesci o idealnej przyjazni. Tylko do niej moge zadzwonic o 3 nad ranem i zaczac plakac w sluchawke. Tylko ona mnie rozumie, i to bez slow, mlotek twierdzi ze jestesmy nawiedzone rozmawiajac ze soba patrzac sie na siebie. Mamy swoje rytulaly, piateczki z klejem i trzy godziny szczescia. Nie wytrzymam ze sie znow przeprowadza, terazniejsze miejsce zamieszkania uwielbialam, bo jej klatka jest 10m od mojej, o 24 isc spac do niej, w srodku tygodnia, gdzie na drugi dzien sa wazne testy, to tylko My tak potrafimy. Uwielbiam siadac z Nia i ogladac telewizor, wypic sok i sie posmiac. Siadamy na dywanie z herbata pod oknem, w cieplych swetrach i zaczynamy wrecz plakac. Na teraz nie chce i nie mam zamiaru rozlaczac sie z tak wielkim przeciwienstwem, jednoczesnie mamy wiele wspolnego.
2. it tears me up.
Ferie się kończą, dzień staje się coraz dłuższy. Mam ochotę mieszkać w wielkim mieście na dziesiątym piętrze i obserwować cały dzień ten wielki ruch. Patrzeć jak wszyscy się gdzieś śpieszą, najprędzej by żyć. Biegną do pracy, wracają z niej, idą do domu, gotują lub jedzą obiad, spędzają czas z rodziną, lub samotnie. Nic już mnie nie cieszy. Zaraz muszę wziąć ćwiczenia i zacząć je wypełniać. Marzę i wspominam jak byłam dzieckiem, wszystko było takie proste, oglądałam różne seriale, i żałuję że wtedy mówiłam że chcę być dorosła.
Patrzę w lusterko i zastanawiam się ile jeszcze mam schudnąć by jakkolwiek zacząć się sobie podobać. I mówię że chcę schudnąć, że jestem na diecie, ale przepraszam, przerwa w pisaniu, idę po ciasto. Chciałabym mieć wiele, być chuda, chcę wiele osiągnąć w życiu i wiem, że jeśli uprę się, osiągnę swój cel.
Nie cierpię tego uczucia, gdy siedzę z moją przyjaciółką i jej chłopakiem, rozmawiam z nimi i wyrażam swoje zdanie, a ci w tym czasie się całują. Przechodzę ulicą, idą te szczęśliwe pary, śmieją się i umawiają lub wspominają spotkania, rozmawiają o sprawach codziennych i niecodziennych. Ci ludzie, którzy ciągle coś wypatrują w swoim telefonie, sprawdzam mój i nic w nim nie widzę, w dodatku jest czarny, chodząca żałoba. O tak! wiem, kupie sobie wesołą naklejkę na cały telefon, ustawię znów świnkę na tapecie i może poprawi mi humor.
Nie wiem dlaczego, może dlatego że nie mam własnego pokoju, uwielbiam siedzieć w pokoju mojej przyjaciółki. Jej pokój jest obok centrum miasta, mimo to, jest umieszczony w spokojnej uliczce. robimy kawę, bierzemy ciastka, siadamy w pokoju, albo w kuchni i rozmawiamy o problemach albo wspominamy, serio powinnam kiedyś zacząć opisywać każde nasze słowo jakie powiemy i każdą sytuację. Kocham tą kobietę i uwielbiam spędzać z nią czas, bo wiem że mnie wspiera i wyraża własne zdanie w moich wyborach. Jej chłopak mówi że jesteśmy nawiedzone, ale notka o niej później.
Wchodzę do sklepu i znów kieruję się na dział z chipsami, wybieram orientalne, wchodzę na soki i soczki, biorę mały w kartoniku i kieruję się na dział ze słodyczami i biorę jakiś baton w promocji. Stojąc w kolejce przy kasie myślę czy powinnam to wgl kupić, w końcu jestem na diecie, ale nikt nie może zabronić mi chwili przyjemności.
Patrzę w lusterko i zastanawiam się ile jeszcze mam schudnąć by jakkolwiek zacząć się sobie podobać. I mówię że chcę schudnąć, że jestem na diecie, ale przepraszam, przerwa w pisaniu, idę po ciasto. Chciałabym mieć wiele, być chuda, chcę wiele osiągnąć w życiu i wiem, że jeśli uprę się, osiągnę swój cel.
Nie cierpię tego uczucia, gdy siedzę z moją przyjaciółką i jej chłopakiem, rozmawiam z nimi i wyrażam swoje zdanie, a ci w tym czasie się całują. Przechodzę ulicą, idą te szczęśliwe pary, śmieją się i umawiają lub wspominają spotkania, rozmawiają o sprawach codziennych i niecodziennych. Ci ludzie, którzy ciągle coś wypatrują w swoim telefonie, sprawdzam mój i nic w nim nie widzę, w dodatku jest czarny, chodząca żałoba. O tak! wiem, kupie sobie wesołą naklejkę na cały telefon, ustawię znów świnkę na tapecie i może poprawi mi humor.
Nie wiem dlaczego, może dlatego że nie mam własnego pokoju, uwielbiam siedzieć w pokoju mojej przyjaciółki. Jej pokój jest obok centrum miasta, mimo to, jest umieszczony w spokojnej uliczce. robimy kawę, bierzemy ciastka, siadamy w pokoju, albo w kuchni i rozmawiamy o problemach albo wspominamy, serio powinnam kiedyś zacząć opisywać każde nasze słowo jakie powiemy i każdą sytuację. Kocham tą kobietę i uwielbiam spędzać z nią czas, bo wiem że mnie wspiera i wyraża własne zdanie w moich wyborach. Jej chłopak mówi że jesteśmy nawiedzone, ale notka o niej później.
Wchodzę do sklepu i znów kieruję się na dział z chipsami, wybieram orientalne, wchodzę na soki i soczki, biorę mały w kartoniku i kieruję się na dział ze słodyczami i biorę jakiś baton w promocji. Stojąc w kolejce przy kasie myślę czy powinnam to wgl kupić, w końcu jestem na diecie, ale nikt nie może zabronić mi chwili przyjemności.
wtorek, 5 lutego 2013
1. every part of me.
Kiedyś byłam inną osobą. Zaczynałam mieć własne zdanie, może nie poprawne, własne poglądy. Często zmieniałam wybory, czasem na lepsze, czasem gorsze. Miałam jeden cel. Być sobą, choć czasem przesadzałam jeśli chodzi o upodabnianie się do wyidealizowanej wersji mnie, którą sama stworzyłam. Nigdy nie byłam dobrą córką. Nigdy nie byłam dobrą siostrą. Nigdy nie byłam dobrą wnuczką. Nigdy nie byłam dobrą kuzynką, opiekunką, przyjaciółką, koleżanką. Zawsze chciałam być ładna. Nie jestem. Nie ten typ urody, nie uważam że wyglądam dobrze. Niektórzy twierdzą że powinnam twierdzić że jestem. Teraz stoję w miejscu, w którym zaczęłam się poważnie zastanawiać jak zbudować swój charakter i osobowość. Mam takie prawo, ponieważ mam tyle lat, że jeszcze mogę zmieniać swoje poglądy i jak już to zrobię nie będzie poważniejszych skutków niż w dalszej przyszłości. Nie jestem jak moi rówieśnicy, czuję że w niektórych sytuacjach przewyższam powagą, bo teoretycznie patrząc na nich, oni żyją chwilą, a ja patrzę na moje wybory, bo wiem że za parę lat może mieć to jakieś skutki, po prostu patrzę w przyszłość, ale nie powinnam. To też nie jest tak że nie żyję teraźniejszością. Żyję, czasem za bardzo. :)
na dziś koniec moich rozmyśleń, może wieczorem coś naskrobię. :)
na dziś koniec moich rozmyśleń, może wieczorem coś naskrobię. :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
