A co mi tam, dostałam weny wczoraj, odblokowałam pisanie i myślenie. Agniesia mówi, że odblokowałam swój "umysł psychologa" ok, niech będzie. :) (w nawiasie mówiąc, nie polecam koturn 13 cm na lód!)
Patrzę sobie za okno, a tu znów śnieg, a niech to diabli biorą, ale pocieszam się kubkiem gorącej herbaty z cytryną i smaczną kolacyjką. Tak, zaczęłam dietę, wgl zdrowo się odżywiać. Odstawiłam zupki chińskie i te wszystkie błyskawiczne kubki, w kubku też mogę sobie zjeść zupę, którą ugotuje mama i dosypać domowych grzanek. Powoli odstawiam słodycze, nie jem jak kiedyś, ile chce i kiedy chce. No teraz ktoś sie przyczepi że jem 3bity, no co, jak nie zjem cukru to się źle czuje, ale do 3bita dorzucam owoc i kanapeczkę. :) I mój dietetyczny chlebek, którego jak Agata ugryzła kawałek myślałam że padnę ze śmiechu, tak się skrzywiła.
Dopadła mnie jakaś chandra, ale to chyba już dawno. Przyzwyczaiłam się do niej. Jest jak, taka cicha, wredna przyjaciółka która zabiera mi humor, a nawet czasem po części chęć do życia. Prawie nikt mnie nie zna od środka, to takie straszne. Przyjemniej mi jest te uczucia wylewać tu, niż każdemu z osobna tłumaczyć co we mnie siedzi. Wiem, że dopięłam swego i mówię mniej o sobie. Podobno, jestem typem gaduły, która nawija i nie może przestać. Kiedyś taka byłam, prawda. Teraz powolutku, zamykam się w sobie.
But, I do not wanna be afraid
I do not wanna die inside just to breathe in
I'm tired of feeling so numb.
Coraz częściej prześladuje mnie strach, smutek, żal, ból. Ból psychiczny. Serio zastanawiam się, choćbym nie chciała, co by było jakby przeczytały to osoby, których nie lubię, albo które uważają że jestem głupia, albo się wymądrzam. Coś jednak jest, że nie chcę żeby to widzieli. Poznaliby, prawdziwą mnie, tą co siedzi w środku, bo oni znają tylko opakowanie. Akurat mi sie trafiło, że opakowanie nie jest ładne, także.
***
Przyjaciele. Niby mówimy że są na zawsze. Ja sądzę że nie. Jedną prawdziwą przyjaciółkę straciłam, przez własną głupotę i chłopaka. Druga, też stoi na tej linii. Ale wiem że mamy przeciwne charaktery, tamta jest potulna, a ta diabeł, a diabeł nie opuszcza. Tak łatwo się nie podda. Ale ja nie chcę, choć, sama nie wiem czemu, nie chcę o Nas walczyć. Może i w tym też jest moja wina? Nie wiem, ale raczej tak. Czeka mnie rozmyślenie co z tym zrobić. Nie poradzę że jako urodzona egoistka, nie kryję tego że nie jestem, w końcu do 8go roku życia byłam jedynaczką, mam się dzielić. Czymkolwiek, kimkolwiek. Nie widzę tego dobrze. Zawsze gdy w jej związku było źle, spędzałyśmy tyle czasu razem, że tego nie da się opisać. Ten jest jakiś inny. Broń Boże, nie życzę jej źle, ale nie jestem przyzwyczajona, dostosowana do sytuacji. Okej, rozumiem, że ludzie którzy są ze sobą, chcą się widzieć często, ale dla mnie paradoksem jest widzenie się trzy razy dziennie i za przeproszeniem, pier******* wszystkim. (Zaraz niech ktoś stwierdzi że obgaduje, ale chwila, chwila to mój blog. A, ja piszę co myślę.) A co za tym się ciągnie? Uważam że jestem bliską osobą, więc ranienie bliskich. Bo skoro nie ma się czasu, to mniej się uwagi poświęca, jeśli poświęca się mniej uwagi i mniej się takie osoby widzą, luzują się między nimi więzi i ubywa spólnych tematów. Więc, jeśli tak się dzieje, pojawiają się nieporozumienia.
Trafiło się tak, że jestem osobą której trzeba poświęcać dużo uwagi, nie mylmy tego z centrum zainteresowania, bo nie lubię zbytnio przykuwać uwagi, choć to i tak czasem robię, swoją kontrowersyjną osobowością i stylem bycia. Niestety, tak jest skonstruowana moja psychika, że jeśli osoba spędza ze mną mniej czasu, bo go po prostu nie ma, bo jest wiecznie zajęta (okej, ja też, ale nie w takim stopniu) równa się dla mnie z tym, że jej przeszkadzam i powinnam się usunąć z drogi. Tak też robię. Coraz lepiej mi wychodzi.
I'm not stronger.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz